Wybierz język

Jesteśmy organizacją pożytku publicznego

numer konta bankowego:

78 1240 1037 1111 0000 0693 1384

20 lat pomocy dzieciom Czarnobyla

23 września 2013

Uczestnicy i organizatorzy pobytu w Sorkwitach w 2013 (fot. PEA Sorkwity)

Uczestnicy i organizatorzy tegorocznego pobytu w Sorkwitach (fot. PEA Sorkwity)

W Sorkwitach odbył się jubileuszowy i zarazem ostatni obóz dla dzieci z Białorusi w ramach międzynarodowego projektu „Pomoc dzieciom Czarnobyla”. Przez 20 lat prawie tysiąc dzieci dotkniętych pośrednio lub bezpośrednio katastrofą elektrowni koło Czarnobyla mogło wypoczywać na Mazurach.

26 kwietnia 1986 r. doszło do wybuchu w elektrowni jądrowej koło Czarnobyla – miasta wówczas znajdującego się w Związku Radzieckim, dzisiaj na Ukrainie, zaraz przy granicy z Białorusią. W wyniku katastrofy doszło do skażenia promieniotwórczego obszaru ponad 100 tys. km2, a ponad 350 tys. ludzi zostało ewakuowanych i przesiedlonych. Dla nich konsekwencją tego wydarzenia były problemy zdrowotne i społeczne.

W 1993 r. odbył się w Mikołajkach pierwszy obóz dla białoruskich dzieci dotkniętych konsekwencjami katastrofy czarnobylskiej. Sfinansował go wówczas Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce. Przez kolejne lata takie obozy odbywały się na Mazurach co roku – najpierw w Mikołajkach, a od 2000 r. w Sorkwitach.

Projekt „Pomoc dzieciom Czarnobyla” prowadziła Diakonia Polska we współpracy ze Społecznym Stowarzyszeniem „Dzieci Czarnobyla” w Mińsku i szwajcarską Fundacją G2W Forum Ekumeniczne, która finansowała ten projekt. Z czasem na obozy zaczęły jeździć również dzieci z rodzin słabych socjalnie. Przez 20 lat wzięło w nich udział blisko tysiąc dzieci.

W 2004 r. projekt jednorazowo wsparła również Diakonia Samodzielnego Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego w Niemczech (SELK). Dzięki temu, obok tradycyjnego obozu w Sorkwitach, zorganizowany został także obóz w parafiach ewangelickich w Istebnej i Wiśle-Jaworniku, gdzie wypoczywała druga 30-osobowa grupa dzieci z Białorusi.

Tegoroczny obóz w Sorkwitach odbył się od 1 do 22 czerwca. Podczas pobytu w Polsce dzieci odwiedziły m.in. Świętą Lipkę, Olsztyn i Mrągowo. Miały też okazję do spotkań i wspólnych zabaw z miejscowymi dziećmi i młodzieżą. W niedzielę, 9 czerwca, odbyło się nabożeństwo dziękczynne, podczas którego uczestnicy obozu wystąpili z programem artystycznym.

Z białoruskimi dziećmi w Sorkwitach spotkali się: dyrektor generalna Diakonii Polskiej Wanda Falk, kierowniczka działu projektów fundacji G2W Franziska Rich, kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady Białorusi Uladzimir Baravikou, burmistrz Mrągowa Otolia Siemieniec oraz inni samorządowcy i regionalni społecznicy.

– Przyjazd i pobyt dzieci z Białorusi to dla nas wielkie wyróżnienie, gdyż przez możliwość goszczenia dzieci, które zostały dotknięte nieszczęściem, możemy realizować w praktyce nakaz Chrystusa o obowiązku pomocy bliźniemu – podkreśla proboszcz parafii luterańskiej w Sorkwitach ks. Krzysztof Mutschmann.

Parafia stara się stworzyć dzieciom niezapomnianą atmosferę. – Zachęcaliśmy też parafian z Sorkwit do wsparcia naszych gości potrzebnymi artykułami. Z zadowoleniem możemy stwierdzić, że zarówno stacja diakonijna przy naszej parafii, jak i parafianie przekazali pewną ilość odzieży i zabawek. Dzieci były bardzo zadowolone i wdzięczne – opowiada sorkwicki proboszcz.

Dyrektor Diakonii Polskiej Wanda Falk podkreśla, że projekt „Pomoc dzieciom Czarnobyla” był dla Diakonii zawsze bardzo ważny. – Z jednej strony dlatego, że rozwijamy w Polsce pracę wśród dzieci, a z drugiej możemy w ten sposób wspierać też dzieci na Białorusi. Dzieci są rzeczywiście naszą przyszłością i dlatego musimy przejąć za nie odpowiedzialność – tłumaczy dyrektor Diakonii Polskiej.

Dla Franziski Rich z fundacji G2W najważniejszym osiągnięciem projektu jest to, że dzieci wiedzą, iż przeżywają coś, co się nie rozumie samo przez się, i co na całe życie pozostanie w ich pamięci, co będzie je również zachęcać do tego, by pomagać innym ludziom, którzy potrzebują pomocy. – To bardzo ważny aspekt tego projektu – podkreśla.

„Energia miłosierdzia i życzliwości najbardziej wspierała nasze dzieci i ich rodziny. Podczas tych 20 lat współpracy i przyjaźni przeszliśmy razem przez trudności, jak również doświadczyliśmy pomyślnego rozwoju. Udało nam się wiele osiągnąć” – napisał w liście gratulacyjnym skierowanym do Diakonii Polskiej prezes białoruskiego Społecznego Stowarzyszenia „Dzieci Czarnobyla” prof. Gennadij Gruschewoj.

Tegoroczny obóz był ostatnią edycją projektu „Pomoc dzieciom Czarnobyla” w tej formie. Organizatorzy myślą o kontynuowaniu współpracy, jednak będzie miała ona już inny charakter.

mk

___________________

 

Nadszedł czas na coś innego

Franziska Rich (fot. Robert Kondraciuk)Z Franziską Rich, kierowniczką projektu „Pomoc dzieciom Czarnobyla” w Instytucie G2W – Forum Ekumenicznym, rozmawia Danuta Lukas

Danuta Lukas: To był ostatni obóz w Sorkwitach w ramach projektu „Pomoc dzieciom Czarnobyla” – ostatni dla dzieci i ostatni dla pani w funkcji kierownika projektu…

Franziska Rich: Tak, to był ostatni pobyt w ramach tego projektu, ale mam nadzieję, że nie ostatni w Polsce. Ten projekt się zakończył i to jest ważne. Nasza organizacja, Instytut G2W – Forum Ekumeniczne, w ciągu tych 19 lat wspierała go finansowo. Prowadzenie tego projektu sprawiało mi oczywiście wiele radości, ale jego dalsze finansowanie w obecnej postaci byłoby bardzo trudne. Dlatego właśnie prosiliśmy o zrozumienie naszej decyzji o zaprzestaniu wspierania projektu. Przez długi czas przyczynialiśmy się do organizowania obozów wakacyjnych dla Dzieci Czarnobyla, ale może nadszedł czas, by zacząć robić dla dzieci co innego, w innej formie. Oczywiście byłoby dobrze, gdyby współpraca pomiędzy Diakonią Polską, czy ogólnie pomiędzy Polską a Białorusią mogła być kontynuowana.

Jak wyglądało w Sorkwitach zakończenie tego długoletniego projektu z ostatnią grupą dzieci? Jak ją Pani przeżyła?

Diakonia Polska zorganizowała bardzo piękną uroczystość. Spotkało mnie wręcz zbyt wiele zaszczytów. Tak jak powiedziałam w moim pozdrowieniu – to, co robiliśmy, to jest de facto nasz obowiązek. Robiliśmy to, co jest zapisane w statucie naszej organizacji, ale oczywiście pięknie było widzieć, że wdzięczność tych ludzi z Białorusi, wdzięczność dzieci, była naprawdę szczera. One dobrze wiedzą, że to wcale nie jest oczywiste, że mogą spędzać wakacje w Sorkwitach. To było odczuwalne. Moim zdaniem to jest właśnie nasze najważniejsze osiągnięcie – dzieci wiedzą, że przeżywają coś, co się nie rozumie samo przez się, i co na całe życie pozostanie w ich pamięci, co będzie ich również zachęcać do tego, by pomagać innym ludziom, którzy potrzebują pomocy – to również ważny aspekt tego projektu.

Ucieszyłam się także, kiedy opiekunki z białoruskiej fundacji „Dzieci Czarnobyla” powiedziały, że nadal mają kontakt z dziećmi, które wcześniej były na obozie w Sorkwitach, i że niektóre z nich już podrosły i teraz z nimi współpracują. To znaczy, że dzięki naszemu projektowi młode pokolenie zobaczyło szersze horyzonty i dostrzega, że teraz to ono ma w życiu pomagać innym. Bardzo mnie to ucieszyło. Wydaje mi się, że ma nawet zostać przeprowadzona ankieta wśród dzieci, które kiedykolwiek były na obozie, tak by usłyszeć ich głos i dowiedzieć się, jak wspominają czas spędzony w Sorkwitach. Bardzo miło by było, gdybyśmy mogli później dostać jej wyniki – nawet jeżeli będą dostępne tylko w języku rosyjskim.

To bardzo dobry pomysł…

Tak. Zastanawialiśmy się, co stało się z tymi dzieci. W czasie trwania projektu Polskę odwiedziło prawie tysiąc dzieci, wobec tego uzasadnione jest pytanie, jaki wpływ na nie miał ten projekt i jak dzieci osobiście go wspominają. Czy doprowadził do tego, że któreś dziecko żyje dzisiaj inaczej, niż żyło wcześniej? Oczywiście nie można oczekiwać, że każde dziecko będzie uważało te wakacje za najważniejszy moment w swoim życiu, ale niektóre na pewno zachowały je w sercu, wyciągnęły jakieś wnioski. Naprawdę warto byłoby się o tym dowiedzieć.

Czy istnieją jakieś nowe koncepcje dotyczące dalszej współpracy, które również dotyczyłyby dzieci z tego regionu?

Tak. Rozmawialiśmy na ten temat, ale obecnie jest to w dużo mniejszym stopniu moja sprawa. W rozmowach brałam udział raczej jako tłumaczka niż jako uczestniczka. Białoruska fundacja czy też jej pracownice wyraziły życzenie, by kontynuowany był jakiś projekt. Istotne są tutaj dwa aspekty. Jednym z nich jest wymiana kulturalna, kontakt między Polską i Białorusią jako taki oraz poszerzanie horyzontów młodzieży białoruskiej, co fundacja uważa za ważne, tak by dzieci nie dorastały w takiej izolacji, jak to się mniej więcej dzieje dzisiaj.

Drugi aspekt jest taki, że chcą nadal pomagać dzieciom o słabym stanie zdrowia – nie są to już oczywiście dzieci, które same przeżyły katastrofę w Czarnobylu, ale dzieci z rodzin, w których rodzice ucierpieli na skutek katastrofy i przekazali dzieciom choroby. Chodzi również o dzieci z rodzin, które zostały przesiedlone i nie były w stanie poradzić sobie ze społecznymi i psychicznymi problemami, jakie niesie ze sobą przeprowadzka. Mam tu na myśli przymusowe przesiedlenia polegające na tym, że ludzie z małych wiosek są zmuszeni przenieść się do miast. Konsekwencje są bardzo poważne. W ten sposób nie robi się dla tych ludzi nic dobrego. Tracą swoje środowisko, wszystkich swoich przyjaciół, może nawet kontakt z rodziną, ich wioski nie nadają się już do życia. Trafiają do wielkiego miasta, gdzie nie czują się dobrze, gdzie nie mają pracy. Te wszystkie problemy i pytania przenoszą się na ich życie rodzinne i na dzieci wychowujące się w takich rodzinach. Białoruś będzie odczuwać późne następstwa katastrofy w Czarnobylu jeszcze przez długi czas, będą to następstwa zarówno ekologiczne jak i społeczne. W tym kontekście to naturalne, że białoruska fundacja pragnie utrzymywać kontakty z Polską i Diakonią Polską.

Omawiane były również możliwości wymiany młodzieży i wymiany kulturalnej, jak również możliwość nauki polskiego dla dzieci. Na Białorusi istnieje polska szkoła, są tam dzieci, które uczą się polskiego w szkole – z nimi można by oczywiście zrobić znacznie więcej niż z dziećmi, które nie rozumieją polskiego. Ponieważ wakacje w Polsce i na Białorusi nie wypadają w tym samym terminie, można by rozważyć wymianę szkolną – być może taki rodzaj integracji byłby sensowny dla obu stron. To wszystko znajduje się oczywiście dopiero w powijakach, ale takie pomysły omawiano.

Czy obecni byli przy tym przedstawiciele fundacji?

Tak, opiekunki grupy pracują jednocześnie w fundacji. Mają tam całkiem sporo wolontariuszy. Panie wyjaśniły, że mają wolontariuszki w różnych regionach, które utrzymują kontakt z dziećmi i ich rodzinami.

Czy w tych planach na przyszłość będzie też miejsce dla szwajcarskiej organizacji G2W?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. W tej chwili ustępuję z mojej funkcji jako kierownik projektu. Na pewno w ten czy inny sposób będę nadal brała udział w dyskusji na temat przyszłości, ale nie mogę w żaden sposób decydować za moją następczynię. Jestem jednak przekonana, że w przyszłości bardziej skupimy się na Rosji, ponieważ w Szwajcarii panuje poczucie – abstrahując od tego, czy jest ono uzasadnione – że Polska należy do Unii Europejskiej i to od niej otrzymuje wsparcie, natomiast Szwajcaria powinna bardziej koncentrować się na państwach pozostających poza Unią, które należałoby w jakiś sposób związać z Europą. Z drugiej strony Białoruś pozostaje pewną opcją, a zatem pytanie, które na pewno zadam moim współpracownikom, brzmi: czy nie dałoby się wspierać jakiegoś projektu właśnie poprzez jego aspekt białoruski, tak jakby od drugiej strony? Decyzję muszę jednak pozostawić mojej następczyni Reguli Spalinger, która niedługo rozpocznie pracę i zacznie się wdrażać. Nadchodzi taki moment, kiedy trzeba ustąpić i przyznać, że teraz kolej na kogoś innego.

Jakie są Pani dalsze plany?

Nadal prowadzę sekretariat organizacji na zasadzie wolontariatu, dzięki temu można trochę zaoszczędzić, mam też pewne plany związane z Rosją – zostałam zaproszona, by prowadzić tam wykłady.

Na zdjęciu: Franziska Rich (fot. Robert Kondraciuk)

Więcej o projekcie „Pomoc dzieciom Czarnobyla” tutaj

_____________________

Poniżej fotorelacja z tegorocznego pobytu dzieci z Białorusi w Sorkwitach (fot. Robert Kondraciuk, ks. Krzysztof Mutschmann, Franziska Rich)

Zdjęcia