Wybierz język

Jesteśmy organizacją pożytku publicznego

numer naszego konta bankowego:
78 1240 1037 1111 0000 0693 1384

Święta u seniorów – grudniowe dni w domach opieki

„Wigilia jest
dniem dość smutnym: każda pani przypomina sobie swoje własne wigilie,
swój dom. Istnieje pojecie świętowania, nie tylko w sensie jedzenia,
ale atmosfery, właśnie przez wspomnienia z dzieciństwa. Co nie
przeszkadza, że są panie, które obok siebie, mimo że są święta, nie
usiądą”. Te słowa, wypowiedziane przez jednego z prowadzących
ewangelicki dom opieki, odsłaniają nieco inny obraz przezywania Świąt
Bożego Narodzenia.

Z pewnością nie są to święta łatwe: zarówno
dla ludzi starszych, jak i tych, którzy wśród nich i dla nich pracują.
Każdy dom opieki stara się jednak, najlepiej jak może, by były to
święta prawdziwe, zgodne z tradycją, a jednocześnie jak najbardziej
domowe i „rodzinne”.

Święta Bożego Narodzenia spędzane w
domach w gronie rodzinnym mają od lat swój ustalony rytuał i kolejność
następujących po sobie czynności. Ten ustalony porządek może dawać
poczucie bezpieczeństwa i świadczyć także o nieprzemijalności pewnych
wartości.

W domach opieki próbuje się sprawiać, by Święta
Bożego Narodzenia były właśnie takie, jak w domu: przede wszystkim
ciepłe i rodzinne. Rodzinne w sensie poczucia więzi, przynależności do
określonej grupy, wspólnoty. Również tu ważne jest wytworzenie owego
klimatu spokoju i bezpieczeństwa, sprzyjającego jednocześnie powrotom
we wspomnieniach do świąt z dzieciństwa.

Suma lokalnych tradycji

„Sarepta”
to niewielki, urokliwy dom na Mazowszu, w którym mieszka kilkunastu
zaledwie pensjonariuszy. Tutaj adwent zawsze rozpoczyna się pieśnią
„Córko Syjońska”, od tego też dnia codziennie podczas posiłków stoją na
stołach zapalone świece. To jakby nieomylny znak, że wraz z adwentem
wchodzi do tego domu światło i oczekiwanie na prawdziwą Światłość
świata. U sufitu zawiesza się specjalną gwiazdę. Jak mówi ks. Marcin
Pilch, kierownik „Sarepty”: „Ona po prostu jest: przez cały czas
adwentu i świąt; nie gasi się jej”. Wieniec adwentowy zawiesza się,
według tradycji anglosaskiej na drzwiach domu, drugi – ze świeczkami
jest w jadalni.

Na święta pojawia się duża, dwu i półmetrowa
żywa choinka, ks. Marcin wyciąga i wiesza na niej lampki. Mieszkańcy
pierwszego piętra mają również swoją małą choinkę. Po namowach księdza,
panie zdecydowały się same ją przystrajać. Do ks. Pilcha należy również
zabijanie karpi, co roku około piętnastu. Siostra Aniela je następnie
filetuje. Wspólna wieczerza wigilijna rozpoczyna się o godzinie szóstej
wieczorem łamanie płatka. Od wieczerzy też aż do Święta Epifanii
wszystkie stoliki są złączone, tworząc jeden wspólny stół, w inne dni
jest „jak w restauracji”, mówi ks. Pilch. „Tradycja węgrowska jest
tutaj mieszanką tradycji górnośląskiej i warszawskiej” – uważa ks.
Pilch pochodzący z Wisły na Śląsku Cieszyńskim. „Te siostry diakonisę,
które w ciągu 40 lat prowadziły »Sareptę«, wypracowały własną, będącą
sumą tradycji lokalnych z okolic, z których pochodziły „. Wszystkie
panie plus jeden pan otrzymują prezenty od kierownictwa domu, od koła
pań z parafii przy ul. Puławskiej w Warszawie. „Kiedyś dostaliśmy też
świątecznego indyka od Ambasady Amerykańskiej, a od Warsaw
International Church (Warszawski Kościół Międzynarodowy skupiający
wyznawców tradycji protestanckiej z różnych stron świata; są to głównie
pracownicy ambasad, firm zagranicznych, studenci – przyp. red.) drobne
kosmetyki. W drugi dzień świąt odczytywane są takie życzenia
świąteczne, które nadeszły”.

Od świąt aż do Trzech Króli
zaglądają do „Sarepty” miejscowi kolędnicy: śpiewający diabeł, aniołki.
Z programem jasełkowym przychodzą też, już od wielu lat, dzieci z
węgrowskiej szkoły podstawowej. Większość mieszkańców pozostaje na
święta, tylko jedną z pań zabiera czasami rodzina. Ksiądz Pilch od swej
ordynacji w 1996 r. także spędza tu każde swoje święta. „ To okres
wytężonej pracy, nie ma pracowników świeckich, jest to więc normalne,
ze razem z siostrą podajemy do stołu — opowiada. — W Sylwestra
natomiast każda z pań mówi, że zostanie do północy, ale już koło 22
panie się »gubią« i idą spać. W Nowy Rok odczytywany jest zawsze list
pasterski biskupa Kościoła”.

Trzy wieńce

W innym
mazowieckim domu opieki, „Tabicie” w Konstancinie-Jeziornie pod
Warszawą pierwszą niedzielę adwentu rozpoznaje się zawsze po tym, że
siostry Ugglanki, Nanny i Ingeborga, diakonisa z dawnego Diakonatu
Warszawskiego, po zakończonym nabożeństwie rozdają wszystkim
uczestnikom małe, wycięte z kolorowego papieru „wyroczki” z wersetem
biblijnym. W tym roku były to papierowe choinki z żywą, iglastą
gałązką. W domu pojawiają się trzy wieńce adwentowe: jeden w kaplicy na
ołtarzu, drugi w jadalni i jeszcze jeden w świetlicy na pierwszym
piętrze. Co roku mieszkańców „Tabity” odwiedza Mikołaj. Przed Świętami
Bożego Narodzenia odbywa się także tradycyjna i bardzo uroczysta
Adwentówka: spotkanie połączone z rozważaniem biblijnym, wspólnym
posiłkiem, śpiewaniem kolęd. „Gromadzi się na niej około stu osób. Są
to pensjonariusze, pracownicy, wolontariusze i inne osoby związane z
»Tabitą«. Studenci przygotowują specjalny program adwentowy. W tym roku
ostatni już raz spotkamy się w starej »Tabicie«, w przyszłym roku już w
nowej i pewno w jeszcze większym gronie” – mówi ks. Sławomir Sikora,
dyrektor Ewangelickiego Ośrodka Diakonii w Konstancinie-Jeziornie.

Kolacja
wigilijna rozpoczyna się zaraz po nabożeństwie, które jest o godz. 14.
Na wieczerzy zawsze zostaje ksiądz, który odprawiał nabożeństwo. Ze
stolików tworzy się jeden duży stół, przed kolacją mieszkańcy i
pracownicy dzielą się opłatkiem. Tutaj kuchnia jest zdominowana przez
tradycję cieszyńską i mazowiecką, gdyż z tych dwóch rejonów pochodzą
obie panie kucharki. Po wspólnym posiłku ksiądz z opłatkiem odwiedza w
pokojach mieszkańców, którzy ze względu na stan zdrowia nie mogli
uczestniczyć w wieczerzy. Świąteczne posiłki spożywa się zawsze przy
dźwiękach kolęd – sami pensjonariusze dbają, by tego nie zabrakło;
Wszyscy w „Tabicie”, także pracownicy, otrzymują podarunki świąteczne.
„W ubiegłym roku Samodzielny Ewangelicko-Luterański Kościół Niemiec,
przysłał paczki dla mieszkańców: z kawą, słodyczami” – mówi Wojciech
Froehlich, koordynator pracy diakonijnej parafii św. Trójcy w
Warszawie. W tym roku, jak powiedział ks. S. Sikora, prezenty dla
pensjonariuszy ufundowała parafia ewangelicka z Brunszwiku
(Braunschweig) w Niemczech. „W Sylwestra jest lampka szampana i toast
na kilka godzin przed północą. Tańców nie ma. Chociaż miałbym ochotę to
zrobić, bo niektóre osoby rwą się do tańczenia” — dodaje ksiądz Sikora
ze śmiechem. Po Nowym Roku do „Tabity” przyjeżdżają z koncertem kolęd
dzieci z parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie, chór z parafii
św. Trójcy.

Wspólnie z księdzem i parafianami

Dwa dni
przed Wigilią zasiada do wieczerzy wigilijnej siedmioro mieszkańców
(sześć pań i jeden pan) Domu Seniora w Zagórowie koło Konina. Dla ks.
Andrzeja Mendroka, sprawującego opiekę duszpasterską wśród
pensjonariuszy, czas przedświąteczny jest okresem licznych obowiązków
parafialnych. Stąd taki właśnie termin wieczerzy wigilijnej. W ten
dzień opłatkiem dzieli się z mieszkańcami Domu Seniora nie tylko
rodzina ks. Mendroka, ale także przedstawiciele parafialnej komisji
diakonijnej i parafianie z Zagórowa. Dom jest już wcześniej
przyozdobiony, jest wieniec adwentowy i wszystko inne zgodnie z
tradycją. Choć choinka jest sztuczna, w ogródku przed Domem Seniora
stoi kilka żywych drzewek.

Rozśpiewany czas

Zupa
rybna, karp smażony, kapusta z grzybami lub surówka z marchewki dla
tych, którzy nie mogą jeść kapusty – tak przedstawia się tradycyjny
zestaw potraw podczas wieczerzy wigilijnej w Domu Opieki „Emaus” w
Dzięgielowie. Potem są słynne na Śląsku makiełki, czyli mak gotowany z
mlekiem, chatką i bakaliami. „Po południu w Wigilię odbywają się
nabożeństwo w kaplicy, potem wspólna kolacja dla tych, którzy mogą
jeszcze chodzić. Często przywozimy chorych. Przed kolacją łamiemy się
opłatkiem – opowiada s. Hilda Nabel z domu „Emaus”. Gdy rozpoczyna się
Adwent, w kaplicy i jadalni zawiesza się wieniec adwentowy. Święta i
czas poświąteczny w „Emaus” są bardzo rozśpiewane: przyjeżdża chór
dziecięcy i męski z Goleszowa, z przedstawieniem przychodzą dzieci z
przedszkola w Dzięgielowie, choć częściej na Dzień Babci”.

Niektórych
pensjonariuszy zabierają rodziny do swoich domów, „choć potem często
mówią oni, ze jednak tutaj czują się lepiej, tu mają swoje miejsce” —
dodaje s. Hilda.

Przy jednym stole

W „Soarze” w
Bielsku-Białej będzie to już siódma Wigilia, odkąd otwarto ten dom
opieki. Wieczór wigilijny rozpoczyna się zawsze o szóstej wieczorem, po
nabożeństwie w kościele w Bielsku. Do stołu zasiadają, oprócz
mieszkańców, biskup Paweł Anweiler z rodziną oraz członkowie zarządu
domu. Podczas wieczerzy spożywa się zupę rybną z grzankami i grzybową z
makaronem, podawane są trzy rodzaje ryb, sałatka i słodki bufet. „
Ważne jest to, ze wszyscy zasiadamy do jednego stołu, w samą Wigilię” –
mówi Halina Anweiler, dyrektor domu opieki.

Wcześniej
zawieszono już w przedsionku na czerwonych wstążkach wieniec adwentowy
– dar od parafii w Bielsku, do końca stycznia palić się będzie gwiazda.
Wszyscy pensjonariusze otrzymują pod choinkę prezenty, w tym roku będą
to m.in. witaminy. Jak wyglądają potem dni świąteczne? „Kilka osób
jedzie do domów, do swoich rodzin, do znajomych do miasta, inni siedzą
przed telewizorem, ktoś przychodzi w odwiedziny” – opowiada dyr. Halina
Anweiler. „Soar” odwiedzają także kolędnicy, z reguły z pobliskiej
szkoły muzycznej, ze szkółki niedzielnej przychodzą w adwent dzieci z
programem.

Do wspomnień z dzieciństwa, przeżywanych gwiazdek,
wigilii, wracają z lubością szczególnie ludzie starsi. Dobrze jest,
jeśli komuś te wspomnienia mogą przekazać jako swoiste dobro pewnego
pokolenia, a teraz całej rodziny.

Danuta Lukas