Michał Karski: W Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie przed wojną była rozwinięta działalność pomocowa, po wojnie przez wiele lat działała komisja diakonijna. Ponad dwa lata temu został powołany Zespół Diakonijny. Jak doszło do jego powołania i jaki jest związek między tymi inicjatywami?
Ewa Kobierska-Maciuszko: Parafia ma bardzo długą tradycję diakonijną, sięgającą XIX w. Działalność ta okresowo była bardzo rozwinięta, a momentami troszkę słabła. Przed drugą wojną światową były inicjatywy dla ubogich, starszych i chorych, ochronka dla dzieci. Po wojnie przez całe dziesięciolecia działała komisja diakonijna, szczególnie intensywnie w okresie stanu wojennego i po nim. Jako Zespół Diakonijny nawiązujemy bezpośrednio do tych tradycji, mamy ambicję, żeby je wzbudzić na nowo i twórczo rozwinąć.
Troszkę tę działalność przeorganizowaliśmy, głównie jeśli chodzi o podstawy finansowe. Tym razem Rada Parafialna, powołując Zespół, zapewniła nam stałe finansowanie w postaci Funduszu Diakonijnego. Uchwałą Rady Parafialnej środki z tacy i przelewów w każdą pierwszą niedzielę miesiąca są pomnażane z budżetu ogólnego parafii w proporcjach jeden do jednego. Metoda ta sprawdza się doskonale i już trzeci rok zapewnia nam finansowanie na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych w skali roku. To nie są jedyne środki. Nasi parafianie widząc, że Zespół Diakonijny działa i że ten fundusz ma realne przełożenie na wsparcie członków parafii, chętniej przekazują 1,5% swojego podatku do Diakonii Polskiej ze wskazaniem naszej parafii jako celu szczegółowego. Poza tym są darowizny indywidualne.
Stworzyliśmy też mechanizm formalny ubiegania się o pomoc. Potencjalny beneficjent lub osoba występująca w jego imieniu musi wypełnić formularz wniosku o pomoc, który jest dostępny na stronie internetowej parafii. O pomoc mogą ubiegać się członkowie parafii dla siebie, dla osób najbliższych lub dla dowolnych osób, również spoza parafii, o ile dadzą im swoją rekomendację. Działamy więc szerzej niż tylko w środowisku parafialnym.
Pomoc była i jest udzielana na przykład osobom poszkodowanym przez wojnę w Ukrainie.
Pomoc dla Ukrainy realizowana jest od początku pełnoskalowej wojny na różne sposoby. Pomoc mieszkaniowa dla uchodźców była organizowana przez Parafię Świętej Trójcy jeszcze przed powołaniem Zespołu Diakonijnego. Natomiast już jako Zespół zajmowaliśmy się wsparciem materialnym wysyłanym bezpośrednio do wschodniej Ukrainy. Organizowaliśmy zbiórkę ubrań, środków czystości, środków pielęgnacyjnych i odżywczych dla niemowląt i małych dzieci itp., dofinansowaliśmy kwotą 10 tys. zł zakup butli gazowych i śpiworów. Transporty były przygotowywane we współpracy z Diakonią Polską i Niemieckim Kościołem Ewangelicko-Luterańskim Ukrainy, ale także z Kościołem Zielonoświątkowym.
Jaka jest struktura Zespołu Diakonijnego? Jak działacie?
Rada parafialna na początku 2024 r. powierzyła mi misję zorganizowania tego zespołu i zarządzania Funduszem Diakonijnym. Zaproponowałam kilku osobom współpracę, w tym dwojgu duchownym naszej parafii, potem jeszcze zgłosiły się ochotniczki. Obecnie w zespole pracuje osiem osób. Zespół sprawozdaje ze swojej działalności do Rady Parafialnej, a ta do Zgromadzenia Parafialnego. Mimo tego formalnego i finansowego podporządkowania, mamy dość dużą autonomię w swoich działaniach i decyzjach. Spotykamy się co dwa tygodnie online w celu koordynacji działań bieżących. Trochę narzuciłam taki model współpracy, bo z moich doświadczeń wynika, że jak się ludzie nie spotykają i nie rozmawiają ze sobą, to robota przestaje iść. Mamy też grupę na WhatsAppie, jesteśmy w kontakcie mailowym. W gronie zespołu wypracowujemy kolejne pomysły, opiniujemy wnioski o wsparcie indywidualne, dyskutujemy tak długo, aż wypracujemy wspólne stanowisko. Wszyscy pracujemy społecznie. Nie mamy żadnych pracowników etatowych, aczkolwiek tacy by się bardzo przydali w służbie opiekuńczej, przede wszystkim dla seniorów. Ale żeby kogoś zatrudnić, nawet na pół etatu, potrzeba znacznie większych środków.
Kto się zgłasza po pomoc?
Generalnie nasi parafianie najczęściej deklarują, że oni nie potrzebują żadnego wsparcia. Seniorzy mówią, że mają emeryturę i sobie radzą. Czasami trzeba ich bardzo namawiać, żeby wypełnili wniosek o pomoc, ponieważ wychodzimy z założenia, że od czasu do czasu takie wsparcie, nawet jednorazowe, nawet przy „niezłej” emeryturze, bardzo się przydaje. Rzadko o pomoc występują też inne osoby, na przykład rodziny z dziećmi, osoby potrzebujące rehabilitacji czy dłuższego leczenia, co przecież też kreuje koszty.
To ciekawe, że ludzie nie chcą przyjmować oferowanej pomocy.
To jest temat dla socjologa. W parafii mamy ponad trzystu seniorów w wieku 75 plus. Dzwonimy do nich, oferujemy pomoc i słyszymy: „Bardzo dziękuję za zainteresowanie, ale mam emeryturę i sobie radzę”. Ze środków z 1,5% odpisu od podatku przekazanych nam przez Diakonię Polską przygotowaliśmy projekt remontu łazienek – dostosowania ich do potrzeb osób z ograniczeniami ruchowymi. Był przeznaczony dla seniorów w formule 50/50, czyli 50% kosztów pokrywały środki z Diakonii, 50% seniorzy osobiście. Odbyliśmy kilkanaście rozmów, finalnie udało się namówić trzy osoby na skorzystanie z tej możliwości. Cieszymy się i z tego.
Jakie są inne obszary działania Zespołu Diakonijnego?
Na początku działalności zespołu uznaliśmy, że powinniśmy się dowiedzieć, czego ludzie od nas oczekują. Przygotowaliśmy ankietę, która była zarówno rozesłana online, jak i wyłożona w kościele. Okazało się, że to nie wsparcie finansowe jest najważniejsze, ale integracja wspólnoty, wycieczki, spotkania, wspólne akcje dla dzieci, dorosłych, seniorów.
Stworzyliśmy dwie wspólnoty wsparcia – dla osób w żałobie oraz dla opiekunów osób z niepełnosprawnością i niesamodzielnych. Spotkania wspólnot odbywają się raz w miesiącu, są otwarte również dla osób spoza parafii. Nie mają charakteru psychoterapii, aczkolwiek koordynują je osoby z doświadczeniem psychoterapeutycznym. Kładziemy nacisk na to, żeby te wspólnoty miały wymiar ewangelicki i nad każdą z nich czuwa i bierze udział w spotkaniach jeden z duchownych naszej parafii. Spotkania te gromadzą od kilku do kilkunastu osób.
Zorganizowaliśmy dwie wycieczki – jednodniową do Łodzi i dwudniową na Mazury. Obie zgromadziły po kilkadziesiąt osób i bardzo się udały. Będziemy myśleć nad kolejną w przyszłym roku. Część kosztów wycieczki ponoszą uczestnicy, drugą część finansuje Fundusz Diakonijny. Zorganizowaliśmy też dwie bezpłatne wycieczki do Pałacu w Natolinie w Warszawie.
Dofinansowujemy akcje dziecięco-młodzieżowe. Bardzo mało mamy indywidualnych wniosków o dofinansowanie na przykład wyjazdu czy rehabilitacji dla dziecka. Rodziny raczej niechętnie przyznają, że potrzebują pomocy w utrzymaniu i wychowaniu dzieci. A i nam ciężko idzie rozpoznanie potrzeb indywidualnych w tym zakresie. Natomiast stosunkowo łatwym i wdzięcznym zadaniem jest dofinansowanie akcji parafialnych, dedykowanych dla całej grupy dzieci i młodzieży, na przykład rekolekcji, obozów letnich i zimowych itp.
Drugi raz organizujemy akcję letnią dla seniorów w ośrodku diakonijnym „Tabita” w Konstancinie-Jeziornie. Parafia dysponuje kilkoma pokojami gościnnymi w starej części „Tabity”. Są wyremontowane, w przyzwoitym standardzie, każdy z łazienką dostosowaną dla osób z niepełnosprawnością. Proponujemy seniorom wczasy letnie w tym miejscu. Turnusy są tygodniowe, Fundusz Diakonijny finansuje noclegi i wyżywienie.
Co na poziomie wspólnoty parafialnej jest możliwe w prowadzeniu działalności diakonijnej, a co nie jest możliwe?
To zależy od wielu czynników. Jesteśmy w stanie koordynować wiele rzeczy, ale musimy mieć ludzi i pieniądze. Wszystko tak naprawdę zależy od ludzi. Widzę jeszcze duży potencjał w parafii, na przykład w zakresie rozwinięcia działalności opiekuńczej. Moglibyśmy na przykład wydawać ciepłe posiłki zimą – każdemu, bez pytania, kim jest i skąd przychodzi. To bardzo potrzebna rzecz w śródmieściu Warszawy. Mówimy o działalności środowiskowej daleko wykraczającej poza ramy parafii ewangelickiej. Ale, oczywiście, żeby coś takiego rozwinąć, to trzeba mieć kucharza z uprawnieniami, zatrudnić go, odprowadzić składki na ZUS itd. Druga rzecz to opieka nad seniorami. Moglibyśmy zatrudnić certyfikowanych opiekunów socjalnych czy osoby z uprawnieniami pielęgniarskimi. Ale na to muszą być środki finansowe w perspektywie przynajmniej rocznej–dwuletniej, takich zasobów finansowych nie mamy.
A co jest najtrudniejsze w tej działalności?
Utrzymanie wysokiego poziomu mobilizacji w zespole i komunikacja ze wspólnotą parafialną. Drukujemy ulotki, publikujemy informacje na stronie internetowej i na Facebooku, a i tak czasem spotykamy się z reakcją: „Tak? A ja nic nie wiedziałem / nie wiedziałam”. Ale jak już do kogoś dotrzemy, to komunikacja i współpraca z tą konkretną osobą robi się łatwiejsza.
Członkowie Zespołu Diakonijnego mają różne doświadczenia zawodowe i życiowe. Jak one mogą być wykorzystywane w pracy takiego gremium? Pani na przykład przez lata była dyrektorką Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.
Tak, czasami czuję, że moje doświadczenie w komunikacji z różnymi grupami współpracowników i „klientów”, a także umiejętność zarządzania projektami lub procesami, jak to się zwykło teraz mawiać, bywają pomocne w tej pracy. Mam też stare nawyki urzędnicze i lubię mieć wszystko udokumentowane, teraz już głównie w postaci cyfrowej. Chyba łatwo mi to idzie.
Myślę, że jest pani menedżerką wysokiego szczebla.
Spinam sprawy organizacyjne i staram się stwarzać możliwości działania członkom Zespołu. Natomiast jeśli chodzi o kompetencje interpersonalne i różne umiejętności, to niewątpliwie w naszym zespole są osoby, które mają je na wyższym poziomie niż ja. Mamy między innymi osoby z doświadczeniem dziennikarskim, redaktorskim, pedagogicznym, z uzdolnieniami artystycznymi, a także dwójkę duchownych z doświadczeniem duszpasterskim. Osoby te mają też różne własne, czasem bardzo trudne, doświadczenia życiowe. Żeby pracować w diakonii, trzeba widzieć drugiego człowieka i mieć wdrukowaną głęboko kulturową i teologiczną ideę, że jesteśmy tu dla kogoś, a nie dla siebie. Uważam, że to jest świetny zespół i dużo udało nam się zrobić przez te dwa lata. Chcemy utrzymać naszą działalność na takim poziomie aktywności, jak dotychczas, z tendencją rozwojową. Mamy nowe pomysły, a możliwości działania są jeszcze bardzo duże.
* Ewa Kobierska-Maciuszko (ur. 1958) – polonistka, bibliotekarka, od 1982 r. pracowała w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, współautorka koncepcji nowego gmachu BUW i dyrektorka BUW w latach 2003–2013; członkini Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie, w której od 2024 r. jest przewodniczącą Zespołu Diakonijnego.
Zobacz też: Diakonia Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie